Moim pierwszym wrażeniem, gdy wylądowałem 16 lat temu w stolicy Terytorium Darwin i
wyszedłem z samolotu, były lepiące się od wilgotnego gorąca do nóg spodnie. A przecież był
maj, czyli początek pory suchej. Zostałem zaangażowany jako geolog do pracy w małej
kompanii zajmującej się poszukiwaniem złota i zarządzanej przez prawnika nie mającego
pojęcia o geologii.
Start zawodowy był dość ostry. Po trzech dniach dostałem samochód, pilota
z helikopterem, Colta do ochrony przed krokodylami i projekt polegający na badaniu
możliwości wystąpienia złóż złota w zupełnie dzikim zakątku Terytorium, na północ od osady
Timber Creek. Byłem wtedy zupełnie świeży w tym środowisku i szczerze mówiąc bałem się
buszu i tych wszystkich dziwnych, naturalnych odgłosów, syków, chrząknięć, chlupań w wodzie
i innych dziwnych dźwięków, szczególnie wyraźnych w nocy. Wiele się zmieniło przez 16 lat
mego pobytu tutaj, no, ale zacznijmy od paru generalnych informacji o Terytorium. A kraj jest
ciekawy, bezludny, pusty i swoiście piękny. Posłuchajcie:
Terytorium Północne, które zajmuje obszar 1.3 mln kilometrów kwadratowych (czyli ponad
cztery razy tyle, co Polska) jest zamieszkiwane przez 160 tysięcy ludzi (czyli tyle, ile
powiedzmy moje rodzinne Gniezno w Poslce). Stolicą Terytorium jest Darwin. Miasto to,
prawie całkowicie zniszczone przez cyklon Tracy w Wigilię Bożego Narodzenia w 1974, jest
obecnie nowoczesnym, osiemdziesięciotysięcznym ośrodkiem. Ze względu na tropikalny klimat
Darwin ma swoją unikalną atmosferę. Z jednej strony posiada załą nowoczesną infrastrukturę, z
drugiej zaś strony zdołało Darwin zachować swój specyficzny, zrelaksowany i nieco wolniejszy
(ale nie leniwy) styl życia, odmienny od miast na południu Australii. Darwin jest też
prawdopodobnie jednym z najbardziej kosmopolitycznych miast na świecie. Żyje tu około 70
grup etnicznych. Wszystkie one są kompletnie przemieszane i nie istnieje problem konfliktów
na tle etnicznym lub rasowym. Pod tym względem Darwin jest chlubnym przykładem dobrego
współżycia wielokulturowej społeczności. Ubocznym efektem tego współżycia jest cały szereg
dobrych restauracji z najróżniejszymi etnicznymi potrawami.
Darwin słynie też z czystej zatoki, pustych plaż i wspaniałych zachodów słońca. By dać Wam
pojęcie o wielkości Darwin powiem, że mamy 93 kawiarnie i restauracje, 44 banki, 60 salonów
fryzjerskich i wspaniałe, nowoczesne centrum teatralno-widowiskowe na 1000 miejsc.
A okolice Darwin? Wiele miejsc jest wartych odwiedzenia. Jednym z nich, położonym tylko
100 kilometrów od Darwin, jest Park Narodowy Litchfield. Po półtoragodzinnej jeździe dobrą
drogą z Darwin można tu zobaczyć wspaniałe wodospady, magnetyczne termitiery i interesujące
formacje skalne. Litchfield Park jest popularnym miejscem odpoczynku weekendowego dla
mieszkańców Darwin i okolic.
Nieco większej wyprawy wymaga odwiedzenie słynnego Parku Narodowego Kakadu. Park ten
położony jest około 250 kilometrów na wschód od Darwin. Zwiedzenie głównych atrakcji
Kakadu wymaga kilku dni. A jest co zwiedzać!
Można też wybrać się na wycieczkę statkiem po jednej z rzek takich, jak Adelaide River lub
South Alligator River. Główną atrakcją takich wycieczek są krokodyle. A krokodyli w rzekach
północnej części Terytorium nie brakuje. Są ich dwa rodzaje: słodko- i słonowodne.. Te
pierwsze nie są groźne, żywią się głównie rybami i rosną do długości około dwóch metrów.
Dużo groźniejsze są krokodyle słonowodne. Ich rozmiar sięga często 5-6 metrów, waga
dochodzi do pół tony, a potężne szczęki są wystarczająco silne, by wciągnąć do wody bawołu
dlub konia. Krokodyle słonowodne żyją w pływowych częściach rzek, uwielbiają mangrowia i
śliskie, muliste brzegi. Nie ma oczywiście mowy o kąpaniu się w takich rzekach, a nierozsądne
zachowanie już wielokrotnie doprowadziło do nieszczęśliwych wypadków, kończących się
śmiercią w uzębionej paszczy. Nie ma jednak powodu do paniki, gdy krokodyle obserwuje się
z dużego rzecznego statku. Dzięki regularnym rejsom krokodyle są na pewnych odcinkach tak
wytrenowane, że podpływają do statku i skaczą do kawałków mięsa trzymanych dla nich na
kiju.
Jeśli ktoś lubi inne atrakcje, może wybrać się 200 kilometrów na południe od Darwin, gdzie w
okolicach miejscowości Pine Creek od ponad stu lat kopie się złoto. Nie ma tu co prawda zbyt
wielu dużych samorodków, tak jak na przykład w Wiktorii, ale turysta wyposażony w patelnię
do przemywania zawsze wypłucze parę złotych ziarenek.
Parę słów o klimacie Terytorium Północnego. Życie tutaj jest regulowane przez dwie pory:
mokrą i suchą. Pora mokra zwykle zaczyna się w grudniu, a kończy pod koniec kwietnia.
Wtedy to pada znakomita większość rocznych deszczy. Jest gorąco, parno jak w poznańskiej
Palmiarni i zielono. Na początku maja pogoda w przeciągu krótkiego czasu zmienia się , znikają
chmury, pojawia się tysiące ważek, zmniejsza się wilgotność i obniża temperatura. Następuje
klimatycznie najprzyjemniejsza część roku - pora sucha. W południowej, pustynnej części
Terytorium temperatura nocą może spaść do paru stopni poniżej zera. Bliżej morza, w rejonie
Darwin nie ma tak dużych wahań i temperatura w dzień wynosi 28-30 stopni, a nocą spada do
18-20 stopni. Jako ciekawostka: najniższą temperaturę zanotowano w Darwin w 1942 roku -
było to plus 10,4 stopnie Celsjusza.
A kiedy odwiedzić Terytorium? Obie pory mają swoje uroki. Większość turystów przyjeżdża w
czasie pory suchej ze względu na przyjemniejszą temperaturę i łatwiejszy dostęp drogowy do
wielu miejsc. Ostatnio jednak coraz więcej turystów pojawia się również w czasie pory mokrej,
kiedy wszystko się zieleni i kwitnie, niebo pokryte jest najwymyślniejszymi chmurami, a
horyzont poprzecinany groźnymi błyskawicami. Jest to wspaniałe widowisko.
3-02-1997
Pare osob prosiło więc przesyłam jeszcze trochę informacji o Terytorium Północnym Australii.
Tym razem o pogodzie i klimacie. .
PORA MOKRA W TERYTORIUM PÓŁNOCNYM AUSTRALII
Mamy teraz w Australii środek lata, czyli w Terytorium Północnym środek pory mokrej.
Upalna, wilgotna pogoda i częste deszcze spowalniają tutaj na parę miesięcy życie. To taki
"smutek tropików", opisywany już w książkach Jack'a Londona. Pomówmy dziś więc o
klimacie i o pogodzie w Terytorium Północnym, a właściwie w jego północnej, tropikalnej części
w okolicach Darwin. A pogoda tu to temat ważny, może nie sprawa życia i śmierci, ale rzecz o
tym, czy będzie czym oddychać na zewnątrz, czy też należy raczej ograniczyć się do
przebywania w klimatyzacji i picia zimnego piwa.
W każdej normalnej części świata są w ciągu roku cztery sezony: wiosna, lato, jesień i zima. W
Terytorium Aborygeni tradycyjnie dzielą rok na sześć pór uzależnionych od pogody, ale
również od zachowania roślin i zwierząt. Tak naprawdę natomiast to są u nas dwie pory: pora
sucha, gdy pogoda jest taka, jak we Włoszech czy Grecji; i pora mokra, kiedy człowiek czuje się
jak w saunie. Opowiem Wam najpierw o porze mokrej.
Pora mokra, czyli nasze lato, rozpoczyna się gdzieś w okolicach końca października i trwa do
końca kwietnia. Temperatura powietrza nie jest wtedy tak znów wysoka w porównaniu z
południem Australii, bo utrzymuje się w okolicach 33 stopni w dzień i 25 stopni w nocy.
Ogromnie natomiast wzrasta wilgotność, czasem nawet do ponad 90%, i to właśnie jest
powodem uciążliwości tej pory roku. Po paru tygodniach takiej wilgotności wilgotne jest
wszystko, co nie znajduje sie w klimatyzacji. Wilgotnieje ubranie w szafach, pleśń pokrywa
rzeczy zrobione ze skóry, a pot leje się z człowieka przy każdym poruszeniu.
A co się dzieje na zewnątrz domu? Lepiej nie mówić! W ciepłym morzu, o temperaturze wody
ponad 30 stopni nie można się kąpać, bo pojawiają się śmiertelnie porażające meduzy znane
jako "box jellyfish". W ziemi pojawiają się bakterie powodujące po dostaniu się do
krwioobiegu bardzo niebezpieczną i statystycznie w prawie 25% śmiertelną chorobę zwaną
Meliodosis. Zapomnieć więc trzeba raczej o pracy w ogrodzie, który zreztą w czasie pory
mokrej rośnie w sposób całkowicie pozbawiony kontroli. Strach też zbliżać się do
jakichkolwiek rzecz lub innych zbiorników wodnych, bo przecież pora mokra to również okres
rozmnażania się, a przez to wzmożonej agresywności krokodyli. Nie dalej jak parę tygodni
temu strażnicy ochrony przyrody zmagali się z prawie dwumetrowym krokodylem, który
pojawił się w ogródku jednego z domów w Darwin.
No i oczywiście leje. Są dwa rodzaje deszczy. Te pierwsze, które pojawiają się w październiku i
listopadzie, to zwykle krótkie, ale bardzo intensywne ulewy. Później, gdzieś w okolicach
stycznia, zaczyna padać bardziej wytrwale - to przychodzi monsun. Wtedy potrafi padać bez
większych przerw przez tydzień i więcej. Deszczom często towarzyszą gwałtowne burze.
Darwin jest oficjalnie jednym z miejsc posiadających największą roczną ilość wyładowań
atmosferycznych na świecie. Żyje w pobliżu Darwin, w małej osadzie Hampty Do człowiek,
którego w przeciągu ostatnich paru lat piorun trafił dwa razy. Czy to właśnie nazywa się
zezowatym szczęściem?
No i są jeszcze rzeki! To, co dzieje się w rzekach po paru dniach ulewy jest prawie nie do
opisania. Około 300 kilometrów na południe od Darwin znajduje się miejscowość Katherine
położona nad rzeką o tej samej nazwie. Nad rzeką przerzucony jest most, po którym biegnie
główna droga dojazdowa do Darwin, czyli Stuart Highway. Pomimo, że most jest położony na
wysokości ponad 20 metrów ponad normalnym poziomem wody, od czasu do czasu bywa
zalewany. Wtedy mętna, brązowa od gliny woda płynie szybko jak w górskim strumieniu,
niosąc pnie wyrwanych drzew i cokolwiek innego spotka na swojej drodze. W połowie stycznia
Darwin było przez parę dni odcięte od świata, bo wszystkie drogi zostały zalane.
To wszystko, o czym mówiłem dotychczas, to uciążliwa strona pory mokrej. A plusy?
Oczywiście przyroda! Wszystko wokół jest zielone, na mokradłach pojawiają się kwiaty, a
wodospady w parkach narodowych Kakadu i Litchfield pokazują całą swoją potęgę. Warto,
naprawdę warto to zobaczyć. To robi niezapomniane wrażenie.
A co potem? Potem przychodzi kwiecień, pojawiają się setki ważek, niebo pogodnieje,
powietrze staje się lżejsze do oddychania, z drugiej strony zatoki widać pasma dymu od
płonącego buszu, a na drodze pojawiają się samochody ciągnące przyczepy campingowe. To
jadą turyści z południa - najpewniejszy, poza ważkami, znak, że nadchodzi pora sucha. Ale o
niej opowiem Wam osobno. 4-02-1997
PORA SUCHA W TERYTORIUM PÓŁNOCNYM AUSTRALII
Jak już wspomniałem uprzednio, najpewniejszym znakiem zbliżającej się pory suchej w
Terytorium Północnym - poza krążącymi w powietrzu ważkami - są pojawiające się na drodze
samochody ciągnące przyczepy campingowe. Kiedyś, powiedzmy dziesięć lat temu, nie było ich
tak znów wiele. Do zwiększenia ilości turystów w Terytorium walnie przyczynił się
sympatyczny film "Crocodile Dundee". W parę miesięcy po jego rozpowszechnieniu ilość
turystów odwiedzających Terytorium zwiększyła się parokrotnie.
Bądźmy szczerzy: wiedza na temat Terytorium Północnego wśród osób mieszkających na
południu Australii jest niewiele większa, niż turystów przyjeżdżających do nas z Europy,
Ameryki czy Japonii. Owszem, wiadomo, że to dziki kraj, że gorąco, że krokodyle, ale niewiele
ponadto. A zbliżająca się właśnie pora sucha to najdogodniejszy okres do odwiedzenia tej
części Australii.
Oficjalnie pora sucha rozpoczyna się 1 maja. Ten formalny termin pokrywa się mniej-więcej z
dość raptowną zmainą pogody. W tym okresie w przeciągu paru dni znikają zupełnie chmury,
powietrze staje się suchsze i zaczyna wiać przyjemny, lekki wiatr, niosąc ze sobą zapach
palącego się buszu.
Coroczne wypalanie buszu, a raczej trawy w buszu, stosowali już Aborygeni przed przybyciem
białych osadników. Dziś sprawa ta jest coraz bardziej kontrowersyjna. Starą, wyschniętą trawę
wypala się po to, by umożliwić wzrost nowej roślinności w następnej porze mokrej, a także po
to, by zapobiec większym, niekontrolowanym pożarom co parę lat. Choć pożary buszu w
Terytorium ze względu na odmienną roślinność nie przybierają tak katastrofalnych rozmiarów
jak na południu Australii, to jednak ciągle dokonują one sporego spustoszenia wśród
mniejszych zwierząt i młodej szaty roślinnej. Coraz więcej głosów sprzeciwu słychać też ze
strony ludzi cierpiących na astmę, którzy zmuszeni są do oddychania zadymionym powietrzem.
Ponadto spalony busz nie robi najlepszego wrażenia na odwiedzających nas turystach, nie
wspominając już o ogromnych ilościach niepotrzebnie produkowanego i uchodzącego do
atmosfery dwutlenku węgla. Coraz częściej słychać opinie, że proceder wypalania trawy w
buszu ma dużo więcej aspektów negatywnych niż stron pozytywnych i wcześniej lub później
zostanie zarzucony.
No, ale wróćmy z buszu do Darwin. Pora sucha w Darwin to okres wypełniony najróżniejszymi
imprezami. Pierwszy poniedziałek maja jest u nas dniem wolnym od pracy. Jest to u nas "May
Day Holiday", kiedy to oficjalnie wita się porę suchą. A wita się ją na plaży, gdzie odbywa się
wielkie party.
W maju rozpoczynają się też wieczorne czwartkowe jarmarki na plaży Mindil koło kasyna.
Jarmarki te są szczególnie popularne wśród turystów. Darwin to bardzo kosmopolityczne
miasto. Ten wielonarodowy charakter widać doskonale właśnie na owych czwartkowych
jarmarkach. Wśród wielojęzycznego gwaru można tu tanio i smacznie zjeść potrawy ze
wszystkich stron świata, od greckich souvlaków, poprzez całą gamę przysmaków azjatyckich, aż
do meksykańskich taco. No, niestety, nie ma tam jeszcze polskiego bigosu i grochówki, ale
może to właśnie szansa dla kogoś z Polonii, by zarobić dodatkowe parę groszy.
Oprócz jedzenia na jarmarku można sobie również dać powróżyć z kart Tarot, spróbować
masażu stóp, kupić posiadające tajemną siłę kryształy czy też po prostu pogawędzić z
ciekawymi ludźmi. Podobne jarmarki, choć na mniejszą skalę, odbywają się również w soboty i
niedziele.
Kulminacją imprez obchodzonych w czasie pory suchej jest "Bouganvillea Festival". Nazwa
festiwalu pochodzi od kwitnących w tym czasie kolorowych kwiatów bouganvilli, a składają się
nań dziesiątki różnych imprez obchodzonych w ciągu dwóch tygodni czerwca, zakańczanych
pochodem przebierańców i wielką zabawą w centrum miasta.
Do ciekawszych i bardziej znanych imprez należy też "Beer Can Regatta", czyli regaty i bitwa
morska okrętów zbudowanych z puszek po piwie. To naprawdę dobry materiał do budowania
okrętów i nieraz sporego wysiłku wymaga zatopienie w płytkiej wodzie zatoki okrętu
przeciwnika. Ta w lipcu obchodzona impreza zdobyła międzynarodową sławę i często
towarzyszą jej ekipy telewizyjne spoza Australii. Beer Can Reagtta przyciąga na plażę tysiące
ludzi, którzy wysuszeni słońcem i emocjami zostawiają sporą ilość pustych puszek po piwie,
które przydadzą się w następnych regatach.
No i na koniec akcent kulturalny. Oprócz krokodyli mamy też w Darwin całkiem niezłą
orkiestrę symfoniczną, Od paru już lat tradycją jest, że orkiestra nasza w czasie pory suchej
organizuje wyjazdowe koncerty w różnych, akustycznie ciekawych miejscach w plenerze, takich
jak wnęki skalne czy przełomy rzek. Surowa przyroda buszu wspaniale współgra z
odpowiednio dobraną muzyką symfoniczną i koncerty te są zwykle wielkim sukcesem. Raz
jednak zdarzyło się zabawne potknięcie. Otóż jako miejsce koncertu wybrany został wspaniały
wąwóz rzeki Katherine, 300 kilometrów na południe od Darwin. Przy pomocy wojska wszystko
zostało dokładnie zaplanowane i przewidziane w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko z
wyjątkiem faktu, że rozgrzane na słońcu trąby, oboje i puzony brzmią zupełnie inaczej, niż w
klimatyzowanej sali koncertowej. W efekcie odegrane "Rondo" Ravella brzmiało nieco tak, jak
nowoczesna muzyka Pendereckiego (z całym szacunkiem). No, ale piękna przyroda wokół i
wyrozumiałość publiczności sprawiły, że i ten koncert byl niezapomnianym przeżyciem.
4-02-1997
Andrzej Wygralak
|